Kręgi wsparcia. Środowiskowy Dom Samopomocy Rydygiera

– Ja od dziewięćdziesiątego siódmego (roku) jestem w tym interesie – mówi Piotr, 45-letni weteran ŚDS na warszawskim Żoliborzu. Od czterech lat, czyli od programu pilotażowego z 2015 roku, wokół niego tworzony jest Krąg Wsparcia.

Basia, tutejsza koordynatorka programu, wyjaśnia: – Spodobała nam się idea innowacyjnego podejścia do osób z niepełnosprawnością intelektualną. To znaczy takiego, które by obejmowało także skupienie się na rozmawianiu z rodzicami w przyjazny sposób, uświadamianiu ich oraz wspólnym myśleniu o przyszłości ich dorosłego dziecka. A przede wszystkim: na budowaniu relacji.

Impulsem była historia jednego z uczestników, pana Tadzia. – Zajmowała się nim ciocia, starsza pani. W ogóle nie chciała rozmawiać o zabezpieczeniu go na przyszłość, wysłaniu go do mieszkania treningowego. Dla niej przyszłość to był temat tabu. A gdy nagle zmarła, tuż przed świętami, pan Tadzio został kompletnie sam w mieszkaniu. Nie wiedzieliśmy nawet, czy ma jakąś rodzinę, do której można by zadzwonić – opowiada Agnieszka, wcześniej koordynatorka kręgów wsparcia, obecnie wolontariuszka.

Z pomocą pospieszyła Judyta, koordynatorka ds. wolontariatu w ŚDS przy Rydygiera, wzięła pana Tadzia do siebie na święta, później na cito udało się załatwić mu miejsce w DPS. Agnieszka: –To była kolejna w naszej pracy sytuacja, kiedy pomyśleliśmy: gdyby było grono osób zaangażowanych, pozostających w kontakcie, z którymi byłby oswojony, poza opiekującą się nim ciotką i nami, byłoby znacznie łatwiej. A przede wszystkim sam pan Tadzio by łagodniej przez tę nagłą zmianę przeszedł.

Basia dodaje: –Często rozmawiając z rodzicami naszych uczestników spotykam się ze stwierdzeniem, że trzeba dziecko zabezpieczyć finansowo, ale też powołać osobę, która zajmie się chociażby sprawami organizacyjnymi po ich śmierci. I widzę, że coraz częściej rodzice zaczynają rozumieć, że bez budowania relacji z ludźmi, opartych na zaufaniu, to nie będzie miało racji bytu.

Zrozumiał to między innymi pan Brunon, ojciec Piotra (mama zmarła niedawno). –Chociaż starszy brat Piotrka jest bardzo opiekuńczy i będzie potrafił się nim zająć, razem z żoną przyjęliśmy program kręgów wsparcia z radością, natychmiast chcieliśmy w to wejść –wyjaśnia. I dalej: – Zauważyliśmy, że perspektywicznie ma to bardzo duże znaczenie. Bo są materiały, opracowane przez prawnika PSONI, które pokazują drogi zapewnienia przyszłości finansowej i prawnej dla dzieci po śmierci rodziców. Ale to nie zastąpi troskliwości osób z bezpośredniego kręgu, które zadbają o człowieka, któremu grozi osamotnienie i pozostanie bez opieki.

Sam Piotr najpierw długo myśli. – Krąg to jest po prostu pomoc, jak kiedyś taty nie będzie – wyrokuje w końcu. A później dodaje jeszcze: – Lubię współpracować, jak mi się wolontariusz podoba. Jak nawet nie ma zainteresowań, to ja potrafię coś wymyślić.

Niejako na potwierdzenie Piotr ma w domu kolekcję ponad stu piłeczek do golfa (zbierał je z wolontariuszem Januszem na pobliskim, nieczynnym już, polu golfowym) i setki zdjęć w swoim aparacie (które robił z wolontariuszkami Olą, Karoliną i Kasią). Jak dotąd był też: na malarskim plenerze nad Wisłą, w Łazienkach Królewskich, na kręglach, wystawach zdjęć w różnych galeriach, a nawet obrazów Picasso w Muzeum Narodowym Pałacu Kultury, ponadto zjeżdżał na sankach na Stadionie Narodowym.

– Wykorzystywałem wszystkie propozycje –zapewnia. Jego tata wyjaśnia: – Ja się tylko dowiaduję, że Piotrek wybiera się z wolontariuszem w dane miejsce. I jest zrozumiałe samo przez się, że nie ma żadnych przeszkód z mojej strony. Nigdy nie słyszałem od Piotrka złego słowa na temat tych spotkań, zawsze jest szczęśliwy, opowiada, jak było, pokazuje zdjęcia.

Ania, terapeutka w ŚDS na co dzień i wolontariuszka po godzinach (Piotrek był z nią m.in. na kręglach i w restauracji), też złego słowa nie powie. Wręcz przeciwnie. – Ja się na takich spotkaniach dobrze czuję, bo możemy sobie porozmawiać w cztery oczy, nie w rozgardiaszu, jaki jest w placówce. Dla mnie jest to bardzo wartościowe. I dlatego czuję, że kręgi wsparcia mają sens – zapewnia Ania. Judyta z kolei dodaje: – Te wyjścia mają wielką wartość, bo to są spotkania, kiedy nie jesteśmy w relacji terapeuta-uczestnik. To jest po prostu normalna relacja międzyludzka, z sympatią i szacunkiem. Ja sobie bardzo to cenię.

Agnieszka (chodzi z Piotrkiem do kina) wyjaśnia natomiast: –W kręgach chodzi też o to, by osoby z niepełnosprawnością spotykały się nie tylko z ludźmi, którym jest ich szkoda, którzy chcą się nimi nie zaopiekować, ale zakolegować, dzielić wspólne zainteresowania, spędzać czas na zasadach partnerskich. Żeby osoby z niepełnosprawnością intelektualną uczyły się, że mają siłę sprawczą i że mogą funkcjonować w społeczeństwie.

A i społeczeństwo też się czegoś uczy. –Samo wprowadzenie pojęcia kręgu wsparcia mobilizuje ludzi do działania –uważa pan Brunon. Jako przykład podaje rodziców kolegów i koleżanek jego syna. –Są całym sercem zainteresowani jego losem. Nasi sąsiedzi z kolei jeszcze nie są formalnie włączeni w nasz krąg wsparcia, ale wiedzą o jego istnieniu i wyrazili gotowość, żeby się do niego przyłączyć.

Spotkania z wolontariuszami odbywają się zazwyczaj z inicjatywy koordynatora, szczególnie te, w których udział bierze wielu uczestników. – Jest wymiana telefonami i później już jest kontakt cały czas – wyjaśnia krótko i konkretnie Piotr. Basia z kolei dodaje: – W przypadku jednej z wolontariuszek Piotra zazwyczaj dowiaduję się po fakcie, gdzie byli i co robili. Generalnie jesteśmy cały czas w kontakcie mailowym, telefonicznym, na żywo. I z Piotrkiem, i z wolontariuszami. Pytam, czego potrzebują, co chcieliby ewentualnie zmienić, jak ostatnio spędzili czas, czy coś już planują.

Ania sama co prawda nie jest „przypisana” wyłącznie do Piotra (jak wyjaśnia, lubi tak samo innych uczestników i chętnie spędza z nimi czas), przyznaje jednak: tak właśnie powinno być. Basia dodaje: – Jak zgłaszają się do nas wolontariusze, to spotykamy się z nimi kilka razy u nas w ŚDS, żeby po prostu poznać się wzajemnie i zobaczyć, z którym z naszych uczestników im zaiskrzy pod kątem zainteresowań, charakteru, temperamentu.

Co zmienił w życiu Piotra krąg wsparcia? – Wcześniej rzadko było wychodzenie, a teraz jest więcej rozrywki, zwiedzanie różnych miejsc przy okazji –wyjaśnia. Pan Brunon dodaje: – Świadomość istnienia kręgu i znajomość z osobami, które go tworzą, zwalnia mnie z najgorszej troski o niego, że mógłby zostać bez żadnej opieki.

Rozmowę przeprowadziła dziennikarka Aneta Warzyńczak.