Kręgi Wsparcia. Partnerzy. Adam

Adam ponoć jest w czepku urodzony. Tak przynajmniej uważa Monika, jedna z jego czterech sióstr. W Ośrodku Wsparcia PARTNERZY Stowarzyszenia Otwarte Drzwi mówi o tym bez mrugnięcia okiem: – Cieszę się, że tu trafiliśmy, bo nie dość, że Adam ma pracę, różne aktywności, wsparcie, to jeszcze znalazł przyjaciół. Jest prawdziwym szczęściarzem.

 

I vice versa, może powiedzieć personel ośrodka przy Prymasa Tysiąclecia 145/149 w Warszawie. – Czemu wybraliśmy pana Adama do Kręgów Wsparcia? Bo jest fajny i na to zasługuje – mówi z niegasnącym uśmiechem koordynatorka Ewelina. – Razem ze specjalistami, którzy pracują w ośrodku stwierdziliśmy, że powinien zostać objęty takim wsparciem, bo w przyszłości mu się to przyda – dodaje.

 

Tym bardziej, że w przypadku Adama opcja DPS-u nigdy nie wchodziła w grę. – Zawsze mieszkał albo z rodzicami, albo ze mną. Teraz już nie ma rodziców, mieszka w mieszkaniu chronionym, ale nawet gdyby docelowo nic z tego nie wyszło i miałby zamieszkać sam, żadna z nas go nie zostawi – wyjaśnia Monika. Bo Adam jest co prawda samodzielny, pracuje, w domu i posprząta, i ugotuje, i zrobi zakupy, poza własnymi czterema ścianami trochę jednak się gubi. – Nie do końca radzi sobie z załatwianiem formalności – nie wypełni PIT-u, nie załatwi sprawy w banku, do niedawna nie był w stanie sam pójść do lekarza.

 

Sam Adam wreszcie przyznaje, że Krąg Wsparcia jest, jak sama nazwa wskazuje, po to, żeby wspierać (i pomagać). – Ale nie tylko. Żeby spotkać się też – podkreśla. – To dla niego bardzo ważne, bo wcześniej po pracy i zajęciach w ośrodku wracał do domu i się nudził, nie miał pomysłu na siebie. Kręgi Wsparcia to dla niego możliwość aktywizacji – dodaje jego siostra.

 

Tym oto sposobem Adam w obecnej edycji projektu spotyka się regularnie z wolontariuszami Jackiem i Andrzejem. Pierwszy współpracował ze Stowarzyszeniem Otwarte Drzwi już wcześniej i dalej garnął się do pomocy, Ewelina pomyślała więc, że a nuż wypali wciągnięcie go w Krąg Wsparcia Adama. Drugiego zachęciło ogłoszenie i „autopromocyjny” film Adama, zgłosił się na próbę – i tak już został. Ewelina: – Pan Adam też wiedział, że na początku jest okres próbny, przez trzy miesiące miał ocenić, czy mu się dobrze z akurat tymi wolontariuszami współpracuje, czy się dogadują. I pan Adam bardzo szybko powiedział, że tak.

 

We wcześniejszej edycji projektu jego towarzyszką była wolontariuszka Asia. I chociaż tak Adam, jak i jego siostra ciepło ją wspominają (do dzisiaj zresztą, mimo iż zrezygnowała z wolontariatu, utrzymuje z Adamem kontakt telefoniczny), męski pierwiastek w jego otoczeniu chwalą sobie szczególnie. Monika: – Adam jest rodzynkiem w naszej rodzinie, zawsze brakowało mu towarzystwa, z którym mógłby spędzać czas bardziej po męsku. A z Jackiem i Andrzejem chodzi na siłownię, do dyskoteki. Jedyne, czego się obawiałam, to czy nie będzie dla nas zbytnie obciążenie. Ale Adam umawia się z chłopakami właściwie sam, tak się zgrali, że działa to u nich z automatu.

 

– Jest tak pół na pół – dodaje Adam. Co oznacza, że raz to on wydzwania „swoich” wolontariuszy, innym razem to Jacek lub Andrzej rzucają propozycję wspólnego wypadu. Oprócz siłowni i dyskoteki zaliczyli więc już także kino, basen, kolację w restauracji, rowery wodne nad Zegrzem, spływ kajakiem. – Czasami spotykają się dwa razy w miesiącu, czasami częściej, czasami rzadziej, to jest bardzo elastyczne. Ale najważniejsze jest to, że są zawsze wtedy, kiedy Adam ich potrzebuje. Chociażby wtedy, kiedy był w szpitalu – dzwonili do niego, przyjeżdżali. Prawdziwa przyjaźń? Tak, myślę, że to udało nam się uzyskać – uważa Monika.

 

Potwierdzi to Ewelina, panowie zgadują się sami, o wspólnym spotkaniu dowiaduje się zazwyczaj po fakcie: ze zdjęć, które podsyłają przez media społecznościowe, SMS-ów i telefonów od siostry Adama, ze wspólnych spotkań, od terapeutów w mieszkaniu chronionym, wreszcie – od samego Adama. – Od początku zakładaliśmy, że nie będziemy tego formalizować, żeby wszyscy czuli się swobodnie. Przyzwoliliśmy, żeby to popłynęło samo. I skutek jest taki, że nie muszę ingerować ani dopytywać, bo Krąg Wsparcia pana Adama sam się fajnie kręci – wyjaśnia koordynatorka. – Spodziewałem się procedur, sztywnych ram postępowania. A w tej chwili to się opiera wszystko na telefonie – Adam czegoś potrzebuje, dzwoni do mnie bezpośrednio, umawiamy się i załatwiamy sprawę. Ingerencja Eweliny oraz innych osób z ośrodka jest znikoma – mówi z kolei wolontariusz Andrzej. A siostra Adama, Monika, dodaje: – Widzę, jaką dobrą energią go to natchnęło, że może wyjść z kimś spoza rodziny i Otwartych Drzwi. Adam nigdy się nie skarży, wręcz przeciwnie, zawsze wraca bardzo zadowolony z tych spotkań, zawsze mówi w samych superlatywach o swoich wolontariuszach.

 

Pod tymi słowami mogą podpisać się wolontariusze. – Zaczęło się od chęci pomocy, a dziś śmiało można powiedzieć, że jesteśmy po prostu kolegami – wyjaśnia. I przyznaje, że choć takie jest  założenie Kręgów Wsparcia, to wszystko zaczyna się od relacji wolontariusz-beneficjent, później dopiero ewoluuje w stronę koleżeństwa. – To nie działa tak od razu, trzeba spotykać się, dotrzeć. Tak jak w każdej znajomości – mówi.

 

Tym bardziej, że wcześniej nie miał żadnego doświadczenia w kontakcie z osobami z niepełnosprawnością intelektualną, nie ma kierunkowego wykształcenia ani specjalistycznej wiedzy. – Byłem w tym temacie zupełnie zielony. I początkowo obawiałem się, jak sobie poradzę – przyznaje najpierw Andrzej. Ale już po chwili wyjaśnia: – Kręgi Wsparcia dały mi przede wszystkim świetnego kolegę w osobie Adama. Ale też poza nim poznałem mnóstwo ciekawych, fajnych ludzi z Ośrodka czy współwolontariusza Jacka. To fajna przygoda, a że przy okazji można zrobić coś dobrego, komuś w jakiejś małej skali pomóc, więc czemu nie?

 

O to właśnie chodzi, podkreśla Monika. – Kręgi Wsparcia to dobra odpowiedź na ogromną samotność ludzi z niepełnosprawnością intelektualną, którzy zazwyczaj pozamykani są w swoich rodzinach. A rodzina ma inną funkcję niż kumple, przyjaciele. Fantastycznie jest widzieć, jak zwykłe wyjście na przykład na kręgle może dać drugiej osobie tyle radości, poczucie spełnienia, dowartościowanie. To niby tak niewiele, a jednocześnie tak dużo.

Pan Adam
Pan Adam