Kręgi wsparcia. Krzysztof. Tęcza

Niektórzy śmieją się, że już cała Polska o nim wie – rzuca pół-żartem, pół serio Kasia Ch., partnerka Krzysztofa, podopiecznego Stowarzyszenia „Tęcza”. Ale już Danuta, koordynatorka ze Środowiskowego Domu Samopomocy przy Górskiej 7 na warszawskim Mokotowie, mówi całkiem poważnie: – To jest przykładowy model.

Bo to wokół Krzysztofa, zupełnie jeszcze wtedy nieformalnie, zaczął zawiązywać się pierwszy nieoficjalny Krąg Wsparcia w Warszawie. A przy okazji niejako – także wokół jego partnerki, w końcu jej ojciec przyklasnął idei, choć wcześniej był nastawiony sceptycznie czy raczej: ostrożnie.

Sami Kasia i Krzysztof są parą od 18 lat, wspierają się wzajemnie, jak wyjaśnia pani Danusia: ona jest głową (bo Krzysztof ma niepełnosprawność intelektualną w stopniu lekkim/umiarkowanym), on – oczami (bo Kasia jest osobą niewidomą).

W końcu głos zabiera najbardziej zainteresowany. – Nie wiem, od czego zacząć – krępuje się nieco Krzysztof. – Najlepiej od sytuacji z mamą. Czyli od początku – podpowiada Danuta.

Na początku było bowiem słowo, a właściwie trzy: Dom Pomocy Społecznej. To tam miał trafić Krzysztof po śmierci mamy. – Myślała, że sobie nie poradzę, że to będzie dla mnie za trudne. W domu raczej wszystko robiła sama, mówiła: jak oczy zamknę, to jeszcze się narobisz – wyjaśnia. I dodaje, że temu dictum i podziałowi obowiązków pt. „ja gotuję i zmywam, a ty jesz” szczególnie się nie sprzeciwiał. – Bo tak było szybciej, lepiej, wygodniej. Trochę mi to pasowało. Ale potem stwierdziłem, że muszę sam coś zacząć robić.

Tu wtrąca się Kasia Ch., ten schemat działania zna z autopsji. – Mój tata też nigdy nie powie, że się źle czuje, żeby go w czymś wyręczyć. Nie chce nas martwić, chce być do końca samodzielny, a i jeszcze za mnie wszystko robić – wyjaśnia. W jej przypadku plan był z kolei taki, że opiekę nad nią przejmie starsza siostra. Tylko że sama 9 lat temu stała się osobą niepełnosprawną, po kilku udarach jest sparaliżowana, opiekuje się nią mąż. Plan legł więc w gruzach, ale Kasia zaraz znalazła rozwiązanie. – Jak się dowiedziałam, że jest dom treningowy, to stwierdziłam, że chcę do niego iść, żeby nauczyć się jak najwięcej, bo tata wiecznie żyć nie będzie. Przekonać go było bardzo trudno, ale teraz jestem już drugi raz w takim domu i bardzo to sobie cenię. Bo mam wolność, mogę wszystko zrobić, nikt mnie nie wyręcza, bo „szybciej, lepiej”.

Do mieszkania treningowego trafił jako pierwszy Krzysztof, po śmierci mamy cztery lata temu. – Panie ze Stowarzyszenia „Tęcza” skrzyknęły się, zorganizowały prawnika, który załatwił sprawy mieszkaniowe i finansowe, zorganizowały pieniądze na remont w czasie, kiedy Krzysztof był w domu treningowym. I zdecydowały, że zmienią plany mamy wobec niego, że nie trafi do DPS-u. Bo wiele umie, jest bardzo zaradny, a jeśli potrzebuje pomocy, to potrafi ją sobie zorganizować – wyjaśnia Danuta. I podaje przykład: – Krzysiu sam sobie załatwił, że pani z osiedlowego sklepu gotowała mu obiady, sam też zorganizował panią, która przychodzi mi pomagać w sprzątaniu. No, naprawdę jest bardzo obrotny (śmiech).

Za sprawą Kręgów Wsparcia udało się przełamać Krzysztofa przede wszystkim w kwestii zakupów i otwarcia na gości. – Wcześniej był osobą bardzo oszczędną, jakiekolwiek zakupy to była niemalże walka z wiatrakami. A w tej chwili dzwoni, że potrzebne jest mu nowe ubranie, wyposażenie mieszkania – opowiada koordynatorka. – Ostatnio byłyśmy właśnie z Krzysiem na zakupach, chciał sobie odświeżyć garderobę – potwierdza Kasia Z., terapeutka z ŚDS przy Górskiej i wolontariuszka kilku Kręgów Wsparcia, w tym tego, którego jądrem jest Krzysztof. – Teraz, gdy wraz z Kasią znów są w mieszkaniu treningowym, trwa kolejny remont, w pokoju i kuchni, Krzysztof już sam go sobie finansuje. Przełamaliśmy też barierę strachu, że może zaprosić gości, że goście nie gryzą. W tej chwili przychodzą na kawę, ciasto – dodaje Danuta. – Krzychu się rozwija, dorośleje – śmieje się Kasia Z.

Dzięki ścisłej współpracy ŚDS Górska i Stowarzyszenia „Tęcza” Krzysztof i Kasia korzystają podwójnie. – Gdy gdzieś jako ośrodek wychodzimy, zawsze zabieramy ich ze sobą, na kręgle, na spacer, do kina – wylicza Danuta. Kasia Z. przyznaje z kolei, że i dla niej spotkania w ramach Kręgu Wsparcia to ciekawe doświadczenie i sposób na spędzenie wolnego czasu. – Dlaczego z terapeutki stałam się też wolontariuszką? Jakoś naturalnie to przyszło. Lubię spędzać czas aktywnie, wychodzić z domu, odwiedzać różne ciekawe miejsca. Krąg jest też szansą dla mnie na ciekawe spotkania.

W przypadku Krzysztofa krąg naturalnie poszerzył się o rodziców innych członków „Tęczy”, sąsiadów, pracowników socjalnych, nawet panią w banku, która już dobrze go zna i zawsze pomoże. – Myślę, że taka jest istota kręgu: żeby to najbliższe otoczenie zajęło się potrzebującą wsparcia osobą bardziej, niż przypadkowi wolontariusze – uważa Kasia Z. Przyznaje jednocześnie, że trudno jej wyjść z roli terapeutki. – Ciężko jest się pozbyć podejścia opiekuńczego, to jest skrzywienie zawodowe (śmiech). Chociaż staramy się ze wszystkimi uczestnikami utrzymywać relacje przyjacielskie, wiemy, że nie możemy dać sobie wejść na głowę – dodaje.

Danuta wyjaśnia: – Z wolontariuszami, którzy nie są związani ze środowiskiem, dopiero w nie wchodzą, relacje są zupełnie inne. Oni nie mają tej naleciałości terapeutycznej, patrzą na uczestników stricte jak na koleżankę, kolegę, rówieśnika. A my jednak mamy z tyłu głowy taką opiekuńczość. Stąd wśród rodziców było na początku trochę lęku. Ale już go nie ma, już się oswoili.

I jeszcze, odnośnie do samego Krzysztofa: – Mnie szczerze mówiąc zaskoczyło, że okazał się aż tak samodzielny, że wszedł faktycznie w te wszystkie relacje. Miałam cień obaw, że skoro mama tak powiedziała, że powinien trafić do DPS-u, to może miała rację. I gdyby nie Kręgi Wsparcia, dziś może rzeczywiście byłby w DPS-ie.

Kasia Z.: – A dzięki temu uwierzył we własne siły, możliwości, w siebie.

Rozmowę przeprowadziła dziennikarka Aneta Warzyńczak.